G³ówna Ksiêga Bohaterowie Pokochaj Autor


3. Spotkanie

Dodano: wtorek, 4 sierpnia 2009 17:36:26
Komentarz: komentarze [27]




W końcu pojawił się nowy rozdział. Mam nadzieję, że ktoś jest jeszcze zainteresowany opowiadaniem. Bardzo też przepraszam, za tak długą nieobecność, ale nie miałam zupełnie czasu na dokończenie rozdziału. Dopiero teraz się za to zabrałam. W przeciągu kilku dni powinny ruszyć także dwa inne moje opowiadania, na które także serdecznie zapraszam.


Co do tego rozdziału, mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Mi osobiście bardzo się podoba ;)



Oczami Sienny


Przez resztę lekcji nie mogłam pozbyć się Edwarda Cullena z mojej głowy. Jedyne nad czym byłam w stanie się skupić, odkąd zobaczyłam go w stołówce, to jego miodowo złote, cudowne oczy. Nie wiedziałam czy to normalne, że tak głęboko utkwiły mi w pamięci. Widziałam go zaledwie kilka sekund. Ledwo zdążyłam zapamiętać ogólny zarys jego twarzy, nie wspominając już o tym w co był ubrany. Nie miałam pojęcia. A jednak te oczy nie dawały mi spokoju. Ich nieobecny wyraz i sposób w jaki na mnie spojrzał, to zaskoczenie, które powoli ustąpiło złości. Złości, której nie rozumiałam...
- Podwieźć cię? - głos Mike'a zakłócił moje rozmyślania na tyle skutecznie, żebym spostrzegła, że wyszliśmy już ze szkoły. Znajdowaliśmy się właśnie na zatłoczonym parkingu, gdzie uczniowie rozjeżdżali się powoli do domów. Mike stał naprzeciw mnie z dłońmi w kieszeniach ciemnych jeansów i wyczekującą miną. Gdy na niego spojrzałam, uśmiechnęła się szeroko. Incydent z Chantarelle najwyraźniej puścił już w niepamięć. Zamrugałam złocistymi rzęsami, analizując w głowie jego słowa, zakładając w międzyczasie jasne włosy za ucho.
- Chyba się przejdę - powiedziałam, rozglądając się za swoją siostrą, chociaż i tak byłam pewna, że urwała się z lekcji i teleportowała do domu zaraz po lunchu.
- Daj spokój, mieszkasz na drugim końcu miasta - zaoponował Mike - Złapie cię deszcz zanim tam dojdziesz - uznał, spoglądając na ciemne chmury, które zawisły nad naszymi głowami. Także na nie spojrzałam. Właściwie mogłam je w każdej chwili rozgonić i kłócić się, że jednak dojdę cała i zdrowa, ale żeby tego dokonać, pierwsze musiałabym odejść gdzieś na bok. A Mike z pewnością by mi na to nie pozwolił.
Kiwnęłam więc głową, na znak, że się zgadzam. Od razu się cały rozpromienił. Tak łatwo można było go uszczęśliwić. Poprowadził mnie w stronę swojego błękitnego, dwuosobowego opla. Może i nie był jednym z tych nowszych modeli, ale trzeba było przyznać, że zwracał uwagę. W środku chłopak przypomniał mi o zapięciu pasów, co z chęcią zrobiłam, jak zresztą wszystko co wydawało mi się chociaż trochę ludzkie. Skarciłam się w myślach, że sama na to nie wpadłam. Mike zapalił silnik i ostrożnie wyjechał z parkingu. Chwilę po tym jechaliśmy już niezbyt szybko główną drogą.
- Tak sobie myślałem... - zaczął niepewnie Mike, skoncentrowany na drodze - ..może chciałabyś wybrać się ze mną niedługo do kina? - spytał.
Czy on mnie właśnie zapraszał na randkę? Mimo, że nie wiązałam z nim żadnych większych planów, byłam tym zaproszeniem podekscytowana. Nigdy nikt mnie nigdzie nie zaprosił, bo moje kontakty towarzyskie ograniczały się do Harmony, Chantarelle i Williama.
- Grają coś ciekawego? - zapytałam niezobowiązująco, przenosząc wzrok na niego.
- Sprawdzę to dzisiaj i dam ci jutro znać - obiecał.
Przystałam na tę propozycję, więc zaczęliśmy dyskutować na inne tematy, dopóki samochód nie zatrzymał się przed moim domem. Pożegnaliśmy się i bez pośpiechu opuściłam pojazd, przewieszając sobie przez ramię czarną torbę. Zaraz po tym jak samochód Mike'a zniknął mi z pola widzenia, ruszyłam niepewnym krokiem w stronę budynku. Dobrze wiedziałam co się szykuje.
Ledwo przekroczyłam próg drzwi, dobiegł mnie głos Harmony dobiegający z salonu.
- Sienna dołącz do nas - dobrze mi znany, kojący głos siostry brzmiał teraz zupełnie inaczej. Od razu wyczułam, że jest zła, co nawet mnie nie zdziwiło. Byłam przygotowana na kolejną kłótnię. Odwiesiłam swój płaszcz w czarno-białą kratkę na wieszak i ruszyłam w stronę salonu. Harmony stała na środku, naprzeciwko Chantarelle, siedzącej na kanapie.
- Nasza mała przyjaciółka ludzi w końcu wróciła - prychnęła pogardliwie brunetka, skupiając na mnie swoje spojrzenie.
- Coś ty sobie myślała, siadając z nimi wszystkimi? - zapytała Harmony, a gdy spojrzałam jej w oczy usłyszałam resztę jej myśli. Co mnie zdziwiło, nie była nawet taka zła jak początkowo podejrzewałam. Raczej... rozczarowana. Co było o wiele gorsze, bo zaczynałam mieć wyrzuty sumienia, mimo, że nic takiego nie zrobiłam.
- To nie była moja wina - odpowiedziałam starając się zabrzmieć jak najbardziej pewnie - Chante mnie szukała, więc jej pokazałam gdzie siedzę. Skoro wiedziała, że nad sobą nie panuje, nie musiała się przysiadać - stwierdziłam.
- Tylko nie próbuj teraz zwalać winy na mnie - prychnęła Chantarelle mierząc mnie wzrokiem. Wiedziała jak tego nie lubię, celowo mnie prowokowała.
- Nie muszę. To zbyt oczywiste - mruknęłam cicho, ale na tyle głośno, żeby to usłyszała. Reakcje była natychmiastowa. Zerwała się z kanapy i stanęła prosto przede mną, patrząc mi w oczy. Kątem oka zauważyłam, jak Harmony podchodzi do okna. Tego typu spory pozwalała nam załatwiać między sobą.
- Dobrze wiesz, że jest mi trudniej zapanować nad sobą niż wam - wręcz ociekające złością myśli Chantarelle wdarły się do mojej głowy.
- Gdybyś tak jak my zrezygnowała z krwi ludzkiej na rzecz krwi zwierzęcej problem byłby z głowy - odpowiedziałam jej w myślach, zdając sobie sprawę z tego, że przesadziłam. To zawsze był dla niej drażliwy temat. Ja i Harmony zdołałyśmy się oprzeć instynktowi i przejść na "dietę", Chantarelle natomiast była na to zbyt słaba, przez co czuła się gorsza. Spytana o to oczywiście się wypierała, twierdząc, że nie widzi powodu, aby zadowalać się gorszym, ale my dobrze wiedziałyśmy co kryje się w jej głowie.
W momencie kiedy z ust brunetki wydobył się cichy syk, a ja byłam już pewna, że zaraz się na mnie rzuci, do salonu wszedł William.
- Pora na polowanie - oznajmił swoim niskim głosem. Zaraz po tym umilkł, zapewne dlatego, że w końcu dostrzegł jak mierzymy się wzajemnie wzrokiem. Nadal nie wiedziałam czego spodziewać się po siostrze, więc miałam się na baczności, przygotowana w każdej chwili do obrony.
Trwało to zaledwie kilka sekund, ale ja czułam jakby minęło o wiele więcej czasu. Chantarelle odwróciła swój wzrok i przyjrzała się Williamowi. Także na niego spojrzałam. W jego czerwonych, utkwionych w nas oczach widać było, że nie ma pojęcia o co chodzi. Żadna z nas nie zamierzała mu też tego tłumaczyć.
- Chodźmy - odparła Chantarelle i udała się w stronę wyjścia. William wyszedł zaraz za nią. Polowali razem, ponieważ oboje żywili się krwią ludzką. Ja zawsze udawałam się na polowania z Harmony. Spojrzałam na nią pytająco. Skinęła głową na potwierdzenie tego, że też idziemy i niedługo po tym opuściłyśmy dom.
Jak zwykle, polowanie zajęło nam kilka godzin. Zaraz po nim Harmony oddaliła się w stronę domu Newtonów, zostawiając mnie samą. Tłumaczyłam jej, że Mike nic nie podejrzewa, ale uparła się, żeby wymazać mu ten incydent z pamięci. Zawsze wolała zachować dodatkową ostrożność.
Mniej więcej w połowie drogi powrotnej złapał mnie deszcz. Przedzierałam się przez gąszcz lasu, bez najmniejszego pośpiechu. Bo do czego miałabym się śpieszyć? Odkąd przyjechaliśmy, chętniej bywałam poza domem niż w nim. Tak więc, moje myśli ponownie powędrowały do oczu Edwarda Cullena. Aż się uśmiechnęłam sama do siebie na samo ich wspomnienie. Prawdopodobnie myślałabym o nich przez cały mój spacer, ale w pewnym momencie moją uwagę zwrócił cichy plusk wody. Zwykły człowiek zapewne nawet by go nie usłyszał, ale ja w większej części byłam wampirem, w dodatku ciekawskim. Ruszyłam więc ostrożnie w tamtą stronę. To mogło być zwykłe zwierzę, ale również człowiek. Co tu robił w taką ulewę? Może się zgubił? A może się topi, w końcu słyszałam wyraźnie wodę. Przyśpieszyłam nieco kroku. Odginałam delikatnymi dłońmi gałęzie drzew, brnąc do przodu. Odgłos wody stawał się coraz bardziej wyraźny i głośniejszy. Właściwie to robił sporo hałasu. Dźwięk, który wcześniej uznałam za cichy plusk zapewne był w rzeczywistości dużo głośniejszy. Prawie że wybiegłam z lasu wprost na małą, uroczo wyglądającą, mimo panującego mroku polankę. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to nieduże jezioro i niezbyt wysoki wodospad. Ktoś spadł?! Omiotłam wzrokiem taflę ciemnej wody, ale nikogo nie zauważyłam. Gdyby nie fakt, że na trawie leżały ubrania, pomyślałabym że mój słuch spłatał mi figla. Niewiele się zastanawiając zaczęłam pośpiesznie ściągać swoje ubrania, cały czas wypatrując gdzieś unoszącego się na powierzchni wody ciała. Podbiegłam do brzegu i w momencie kiedy zanurzyłam w wodzie nogi do kolan, usłyszałam kolejny plusk. Odwróciłam gwałtownie głowę w tamtą stronę. Pierwsze co zauważyłam to wyłaniające się z wody kasztanowe włosy. Potem zobaczyłam wyjątkowo blade, silne ramiona na których osiadały kropelki wody. Całe ciało oświetlał blask księżyca. Było piękne. Chłopak odgarnął mokre włosy do tyłu i utkwił we mnie zaskoczony wzrok, miodowo złotych oczu. Zaparło mi dech w piersiach.




Szablon wykona³a Scarlet, tylko i wy³±cznie dla eyes-on-fire! Chcesz podobny zamów na Goodies!





Chapters


PrologueIIIIIIIVVVI
VIIVIII